About Me

My photo
BEATA GOŁEMBIOWSKA Artystka fotografik, autorka scenariuszy i tekstów literackich. Urodziła się w Poznaniu, w 1957 roku. Dzieciństwo i lata licealne spędziła w Puławach. W 1981 roku ukończyła studia biologii środowiskowej na UAM w Poznaniu i osiedliła się w Radomiu, gdzie podjęła pracę w Muzeum Okręgowym. W 1989 roku wyemigrowała z rodziną do Kanady i zamieszkała w Montrealu. W 1997 roku ukończyła studia fotograficzne na Dawson College. Jej prace były prezentowane na wystawach indywidualnych i zbiorowych w kilku galeriach montrealskich, m.in. w Galerii Muzeum Sztuk Pięknych. Przez sześć lat trwała Beaty przygoda jako malarki dekoracyjnej w programach Debbie Travis- Painted House i Facelift. W tym okresie zaczęła pisać opowiadania i scenariusze oraz artykuły o fotografii, malarstwie i przyrodzie. W grudniu 2011 roku ukaże się jej pierwsza powieść „Zółta sukienka”, wydawnictwo Novaeres. Beata pracuje obecnie dla Queen Art Films, gdzie zadebiutowała jako reżyser filmem dokumentalnym „Raj utracony, raj odzyskany”, o polskim ziemiaństwie i arystokracji w Rawdon (zakupiony przez TV Polonia).

Sunday, 6 November 2011

Beata Gołembiowska o książce "W jednej walizce"

„Kilka miesięcy po premierze filmu, zaopatrzona w sprzęt fotograficzny i dyktafon ruszyłam na spotkanie bohaterów książki - albumu, pod tytułem „W jednej walizce”. Spisanie wspomnień ziemian i arystokratów przebywających na emigracji w Kanadzie przerastało moje możliwości, dlatego zdecydowałam się na przeprowadzenie wywiadów jedynie z przedstawicielami arystokracji. Nie do wszystkich mogłam dotrzeć, lecz liczba osiemnastu osób, z którymi udało mi spotkać jest znaczącą, zważywszy, że emigracja polskiej arystokracji do Kanady nie była zbyt liczna. Dziewięciu bohaterów książki mieszka w Rawdon, a pozostali w Montrealu, Ottawie i w Vancouver. Udało mi się spotkać tylko z siedmioma arystokratami pamiętającymi dobrze czasy przedwojenne, gdyż większość starszej generacji już nie żyje. Pozostali to ludzie młodsi, którzy w czasie wojny byli jeszcze dziećmi lub też urodzili się tuż po wojnie. Opowiedzieli mi o swoich rodzicach, z którymi już nie zdążyłam przeprowadzić wywiadów.

Beata Gołembiowska o książce "W jednej walizce"

Słuchając wspomnień bohaterów książki uświadomiłam sobie, jak dalece polscy arystokraci dzielili losy całego narodu. Różnili się od przeciętnych obywateli majątkami, nazwiskami, wykształceniem, zajmowanymi stanowiskami, ale dramat zawikłanych wydarzeń historycznych często zrównywał ich z resztą społeczeństwa. Niełatwo jest opowiadać o sobie i swoich bliskich. Szczególnie ze świadomością, że wywiady zostaną zapisane, będą czytane i osądzane. Bohaterowie książki bardzo starali się przedstawić rzetelny przekaz przeszłości.
Wczesne lata życia "moich arystokratów" upływały na nauce w domu pod okiem nauczycieli, na zabawach, konnych przejażdżkach, polowaniach, odwiedzaniu krewnych, uroczystościach rodzinnych. Taki tryb życia z łatwością mógłby ich rozpieścić, gdyby od najmłodszych lat nie wymagano od nich nienagannych manier, punktualności, posłuszeństwa wobec rodziców, poszanowania dla służby. Wychowywani byli w wartościach związanych z maksymą "Noblesse Oblige" - szlachectwo zobowiązuje. Urodzeni w dobrobycie, mający dostęp do edukacji byli zobligowani do służenia społeczeństwu w większym stopniu niż inni. Spotkanie z bohaterami książki były dla mnie niezwykle cennym i pouczającym doświadczeniem. Podziwiam ich, że mimo utraty majątków, domów i ojczyzny zachowali wewnętrzną siłę, pogodę ducha, poczucie humoru i umiejętność patrzenia na życie z przymrużeniem oka. Z początku wyobrażałam sobie „W jednej walizce”, jako książkę-album zawierającą wywiady zilustrowane współczesnymi fotograficznymi portretami moich bohaterów, zdjęciami rodzinnymi i zdjęciami pamiątek.
Poszerzyłam moją wstępną koncepcję o krótkie dzieje rodów oraz opisy majątków. Dają one wyobrażenie o pochodzeniu i warunkach, w jakich żyli bohaterowie książki w okresie międzywojennym, kiedy budynki często były odbudowywane po zniszczeniach I Wojny Światowej, a pomniejszone po państwowej parcelacji gospodarstwa nie dawały tak wielkich dochodów. Czasami wielkie pałace ogołocone lub zrujnowane przez wojska trzech armii stały puste, a rodziny mieszkały w oficynach, udekorowanych pozostałościami z dawnej świetności. Niektórzy z moich bohaterów mieszkali w niewielkich dworach, leżących na małych obszarach ziemi.
 Piękne pałace, jak Kozłówka, o której opowiada Maria z hrabiów Zamoyskich czy też mały, uroczy dwór rodziny hrabiów Plater-Zyberków, zawsze były domami rodzinnymi, o wielopokoleniowych tradycjach, pełnymi pamiątek i wspomnień. Arystokraci zostali z nich wygnani, a pozytywną pamięć o ich nazwiskach wymazano z podręczników i książek na długie lata panowania reżimu komunistycznego. Polska odzyskała niepodległość i powoli rozprawia się z błędami przeszłości. Sprawa oddania niegdyś bezprawnie zagrabionej własności nie została do końca uregulowana. W ostatnich latach niektóre odszkodowania wypłacono i oddano część budynków ich prawowitym właścicielom. Rodzinie hrabiów Zamoyskich zwrócono pieniądze za wyposażenie pałacu w Kozłówce, jednakże wieloletnie starania o oddanie pałacu Foksal do tej pory nie przyniosły pozytywnych rezultatów. W sercach „moich arystokratów”, których przodkowie i oni sami byli oddani sprawie Polski, nie raz wzbiera gorycz. W przeprowadzonych przeze mnie wywiadach mówią :
- „Nie chodzi nam już o zwrot majątków, lecz raczej o nazwanie po imieniu, tego, co się z nami stało po wojnie. O przywrócenie honoru tak wielkim niegdyś nazwiskom, o podkreślenie, że arystokracja przyczyniła się w ogromnej mierze do bogactwa materialnego i duchowego Polski”.



No comments:

Post a Comment